# 135
Jak zwykle u nas nic się nie zmieniło czyli kolejne wakacje na wariackich (tureckich) papierach. Wchodzimy do biura podróży za pięć szósta, a wyjeżdżamy dnia następnego. I tak, pamiętam jak mówiliśmy, że już nigdy więcej do Arabów niet, chociaż w porównaniu z tunezyjskimi, tureccy jakoś mniej agresywni w swojej nachalności, ale tym razem naprawdę naprawdę naprawdę! następny wyjazd planujemy do krajów bardziej cywilizowanych, jakkolwiek obcesowo to brzmi.
Ale wyjazd był udany. No!, może gdyby nie to zapalenie ucha, które miał najpierw Żu, potem ja, jeszcze ta jego dziwna wysypka na rękach i o, zapomniałabym - zmieniali nam pokój po 3 dniach z powodu zepsutego klimatyzatora.
Ale wspaniale było wrócić na takim głodzie, wszystko takie nowe, mama nowa, pies nowy, miasto też jakieś odmienione. Napić się polskiego piwa, zjeść coś naszego, jakąś kiełbachę z grilla... I do kompa! łaaaa, odebrać pół giga spamu, siedzieć przez pół nocy i odświeżać wciąż te same strony.
Tak się teraz tęskni - cywilizacyjnie.
Co mam pisać po trzecich wspólnych wakacjach? O patrzeniu sobie w oczy głęboko i seksie? Bez sensu, to wszystko i tak jest między słowami, tak tak, między słowami. A z takich przyziemnych uwag, to miło było się byczyć tak prawdziwie przez dwa tygodnie. Żadnych wycieczek w tym roku, minimum zwiedzania, tak leniwie jeszcze nie spędzaliśmy wakacji, czasem widocznie tak trzeba.
Po powrocie mieliśmy mnóstwo takich dziwnych zachcianek, głównie kulinarnych, bo aczkolwiek jedzenie mieliśmy pycha palce lizać, to dość monotonne, tak więc wspomniana wyżej kiełbacha poszła na pierwszy ogień, bo Żużowa babcia urządziła nam grilla. I nawet frytki były, a co! Takie polsko-makdonaldowe, a nie z tureckiego burger kinga na lotnisku za 4 euro.
Cóż jeszcze o Turcji oprócz tego, że to zrusyfikowany kraj, bardziej rosyjski niż sama Rosja, szyldy w sklepach cyrylicą pisane, arabskiego języka nie uświadczysz, tubylcy do nas czy my gawarit, a my ni w ząb. Cały hotel ruskich, całe miasteczko ruskich, plaża ruska, Arabowie też ruscy, taka wojna polsko-ruska, przynajmniej wiadomo gdzie Masłowska wakacje spędzała przed nadaniem tytułu swojej książce. A panie ruskie różne różniste - młodsze modne, czytały ruskie cosmo przy basenie, a starsze złotem poobwieszane, faceci też jak z cyrku, ale przynajmniej wesoło było. Przywiozłam mnóstwo hitów, Żużkowi przy basenie codziennie w rytm okrutnego ruskiego dicho wyśpiewywałam pod niebiosa MAJE SJERCE. Raz leciał Tarkan a raz Daju daj i znaju znaj. To były wakacje z cyklu Era-Nowe horyzonty. Muzyczne...
Rodzice Żu, smsami przez nas informowani na bieżąco poszli po rozum do głowy i tydzień po naszym powrocie też do Turcji. Haraszo. Zadowoleni, że przynajmniej się będą mogli dogadać. Niestety, po przybyciu na miejsce dostajemy wiadomość, że trafili w region bardzo angielsko-języczny i gawarit pa ruski nie będą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz